kłótnie o pieniądze w związkuW zamierzchłych i niefajnych czasach, wynagrodzenie przynosił do domu tylko mężczyzna. Kłótnie o pieniądze w związku oczywiście też istniały. Czy obecnie, przy dwóch dochodach w rodzinie, jest trudniej czy łatwiej poradzić sobie z długami? A co jeśli nadal jest tylko jeden dochód?

Kłótnie  o pieniądze w związku – czy da się ich uniknąć?

Oczywiście nie wszyscy kłócą się o pieniądze – nawet w obliczu długów.

Są rodziny, które w czasie kryzysu tworzą silną drużynę, mają świadomość celu, do jakiego dążą, wiedzą, jakie grozi im niebezpieczeństwo. Wspólnie liczą pieniądze, szukają nowych źródeł dochodu, zgadzają się na spisywanie i cięcie wydatków i zgodnie przeznaczają swój dobytek na sprzedaż.

Warto jednak od samego początku rozmawiać o pieniądzach – nie czekając aż pojawią się problemy.  Im wcześniej zrozumiemy, że mamy w pewnych kwestiach różne zdanie, tym lepiej i dla związku i dla finansów.

Na podstawie doświadczeń czytelników, którzy do mnie piszą, wiem, że wcześniejsze rozmowy o pieniądzach pozwoliłby im zrozumieć, że w obliczu długów:

  • żona (partnerka) będzie uważała, że to mąż jest zobowiązany do zadbania o rodzinę, więc ona teraz po prostu będzie ostentacyjnie cierpieć i pokazywać swoje rozczarowanie mężem, albo po prostu go zostawi.
  • mąż (partner) będzie uważał, że za ciężko pracuje, aby odmawiać sobie dwóch piw wieczorem.
  • mąż uważa, że zapisywanie codziennych wydatków i ograniczanie kosztów jest poniżej jego godności.
  • żona nie chce słyszeć w ogóle o problemach finansowych.
  • mąż uważa, że żona „sama jest sobie winna” – mimo że pożyczała na potrzeby rodziny – i blokuje żonie dostęp do wspólnego konta.

To, czy on jest skąpcem, a ona rozrzutna, da się wyczuć bez większego trudu i konieczności długich rozmów. Ale już zapatrywanie na wspólny budżet i współodpowiedzialność – to się okazuje dopiero w tzw. praniu.

Czy jednak oddzielne konta?

Oddzielne konta sprawdzają się w wielu związkach, ale wcale nie są gwarancją sukcesu i przetrwania rodziny. Są przecież takie, w których konto jest wspólne, a mimo wszystko w obliczu problemów finansowych, partnerzy zwierają szyki i wspólnie rozwiązują problem.

Gdy ona przepuszcza pieniądze, mimo że rodzina tonie w długach, gdy on nie chce ustąpić w kwestii zmniejszenia wydatków, lub gdy któreś z nich uważa, że długi to nie jego problem – oddzielne konta bywają rozwiązaniem, bo dzięki temu czasem można „uratować” jakieś pieniądze, które powinny pójść na najważniejsze wydatki.

Niestety czasem może to jednak oznaczać tyle, że ten rozsądniejszy z partnerów, bierze na siebie całą odpowiedzialność, a ten, który się odcina od problemu, żyje jakby się nic nie stało.

Co można zrobić?

Moim zdaniem są 4 etapy: rozmawiać, jeszcze więcej rozmawiać, rozmawiać przed terapeutą, odejść. Oczywiście do tego 4. etapu nikogo nie namawiam, choć czasem mam ochotę powiedzieć mojej kursantce, czy kursantowi – odejdź, bo  on / ona ciągnie Cię na dno. Bo zamiast Cię wspierać, poniża Cię, upokarza, straszy odejściem. To nie jest miłość i to już nie jest związek.

Możecie się kłócić o skarpetki na podłodze, czy inne pierdoły, ale problemy finansowe powinny być kryzysem, z którego wyjdziecie silniejsi, jako zespół.

Nie może być tak, że dłużnik walczy z długami a w  domu musi walczyć, czy bronić się przed partnerem.

Kłótnie  o pieniądze w związku mogą dotyczyć za drogiej sukienki, czy zakupu Playstation. Nie może być jednak mowy o braku współodpowiedzialności za przyszłość rodziny.

Owszem, jeśli on przepił lub przegrał w karty – zostaw go w diabły z tymi problemami, jeśli uważasz,że nie zasługuje na drugą szansę. Lub jeśli ona przewala kasę na pierdoły i nie ma zamiaru przestać.

Ale jeśli on ma problemy, bo chciał zapewnić rodzinie jak najlepsze warunki, lub ona brała pożyczki, żeby dzieci miały na zieloną szkołę, czy kurtkę – nie może być tak, że teraz druga strona się wypnie i powie „to nie mój problem”.

Większość dłużników, która wpadła w poważną pętle zadłużenia, nie umie podejmować dobrych decyzji w większości ważnych kwestii. Pisałam o tym wielokrotnie – długi to problem psychologiczny.

Nasz rozwój emocjonalny został na pewny etapie życia zaburzony – najczęściej jest to wczesne dzieciństwo – zatrzymaliśmy się na etapie dziecka, nastolatka. Ja osobiście zatrzymałam się w wieku 8 lat – teraz jestem ośmiolatką w ciele hmm. prawie 50 latki. Taka prawda. I jako 8 latka podejmowałam decyzje finansowe, wybierałam sobie samych nieodpowiednich partnerów. Teraz to wiem i dlatego każdą decyzję podejmuję długo – bo jeśli tylko włączę emocje – mogę wybrać bardzo źle.

Istnieje duże prawdopodobieństwo, że Ty też wybrałaś / wybrałeś źle partnera / partnerkę.  Kłótnie o pieniądze w związku zdarzają się często. Jednak jeśli zostajesz sam z problemami – to już nie są kłótnie i to już nie jest związek.  Czasem naprawdę warto przemyśleć rozstanie. Jak długo można liczyć na to, że jeszcze będzie nam razem wspaniale, jeśli stara się tylko jedna strona?

Przeczytaj także:

Długi siedzą w głowie

Mój dowód na to, że długi to problem psychologiczny

Za rok bez długów